Za oknem leje i wieje, nic to, i tak choróbsko przykuło mnie
do domowych pieleszy. Z wyjazdu nad morze nici. Za to wkleję kolejny post w
morskim klimacie. Tym razem do łazienki córki.
Niosłam tę dechę na własnym ramieniu przez całą plażę w
Kątach Rybackich. Niektórzy popatrywali ze zdumieniem, a ja nic, jakby to była
plażowa parasolka.
Od razu wiedziałam, że to będzie wieszak.
Najpierw deskę trzeba było wysuszyć, o czemuż nie leżała
gdzieś w głębi plaży i nie wyschła na słoneczku? Teraz jest dwa razy lżejsza.
Wymiotłam piasek ze szczelin i zaolejowałam. Ale deska pociemniała, co nie
bardzo mi się spodobało. Rozpuściłam trochę białej farby akrylowej w wodzie i
lekko przetarłam powierzchnię. Wyszło idealnie tak jak przed olejowaniem.
Kupiłam w markecie trzy wieszaczki typu kotwiczka. Ale czym
to wieszak przyozdobić?
Znowu nasunął mi się motyw koła ratunkowego. Koła powstały z
drewnianych kółek od karniszy i granatowej włóczki. Kółka pomalowałam białym
akrylem, włóczkę przykleiłam klejem na gorąco.
Pierwsza przymiarka wyglądała
tak.
Ponieważ jednak wieszak był dla córki postanowiłam dać jej
wybór dekoracji. Przedstawiłam takie pięć propozycji.
Wybrała pierwszą.
Do łazienki udało mi się dostać ostatnio w Biedronce kosz na
bieliznę w morskim klimacie. Całkiem duży i nie drogi.
Teraz pracuję nad girlandą z jeansu z morskimi motywami, oto
fragment.














