Blog o mojej miłości do staroci, porcelany, róż i wierszy.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

ŚWIĄTECZNE ZDOBYCZE




        Powoli czas zabrać się za dekorowanie domu na święta. Ja to zwykle robię od Mikołaja – 6 grudnia. Nie mogę narzekać na brak materiału do dekoracji, ale bardzo lubię zdobywać nowe – to znaczy stare. Dlatego ze wzmożoną częstotliwością odwiedzam znajomą graciarnię i szperam w zakamarkach, poszukując starych bombek, figurek i innych świątecznych ozdób.
       Pozwólcie, że się troszkę pochwalę. Oto moje ostatnie zdobycze.


       Te Mikołajki czy też krasnoludki z szyszek stały się inspiracją do wspólnej zabawy z młodszą wnuczką. Gdy byłam dzieckiem często z mamą , ciocią lub babcią robiłyśmy ozdoby na choinkę. Były to łańcuchy z kolorowego papieru i słomek, wydmuszkowe Mikołajki i koguciki, pawie oczka z kolorowych pozłotek, koszyczki na orzechy. Tym razem z wnuczką robiłyśmy szyszkowe krasnoludki. Amelka sama wymyśliła i wykonała ślicznego bałwanka z puchatych pomponów. Miło spędziłyśmy razem czas.
      W dużym lampionie przygotowałam taką oto dekorację z użyciem lampek LED. Jak Wam się podoba?


      Następnym razem napiszę o starych bombkach, które ostatnio przybyły w moich zbiorach. 


      A z okazji 4 grudnia wszystkim Basiom, Baśkom, Barbarom i Barbórkom składam najserdeczniejsze życzenia.

wtorek, 21 listopada 2017

ZAMKNIJ DRZWI NA KLUCZ ...




      Witam wszystkich i przepraszam, że tak długo mnie tu nie było. Zaglądałam na Wasze blogi i komentowałam, ale jakiś marazm mnie dopadł i nie mogłam zmusić się do napisania nowego posta.  Dookoła szaro, buro i ponuro, zimno, mokro,  w kościach łupie , głowa boli, jesienna deprecha i nic się robić nie chce.

      Najlepiej zaciągnąć story, zamknąć drzwi na klucz i wpełznąć pod ciepły kocyk. I obudzić się na wiosnę. Niedźwiedziom to fajnie.

       Całe szczęście, trochę dzięki Ince, wpadłam na temat klucza.  Lubię wszelkie starocie, ale specjalnie kluczy nie kolekcjonuję. Za to zauważyłam, że stare klucze są całkiem fajną ozdobą lub elementem ozdoby. 
 
moja dekoracja
      W czasach, gdzie klucze wypierane są już przez kartę lub kod elektroniczny, może warto przypomnieć ich ciekawą historię.

      Na początku klucze były związane raczej ze skrzyniami niż drzwiami. Drzwi zamykano na proste skoble, albo na ciężkie zasuwy i sztaby. To skrzynie zawierające cenny dobytek chronione były przez zamki i klucze.

      Pierwsi , zamek i klucz, wynaleźli Egipcjanie. Był to drewniany,  zamek bębenkowy, zwany egipskim. Jednak najstarszy z nich zachował się nie w Egipcie, ale na terenie dawnej Asyrii i pochodzi z VIII w. p.n.e.

      Pierwsze zamki i klucze metalowe wynaleziono w starożytnej Grecji w V w. p.n.e. Klucze przypominały haki. Pliniusz podaje, ze wynalazcą greckiego zamka hakowego był Theodorus z Samos. Drzwi otwierane kluczem zachowały się na malowanych naczyniach greckich. Jedno z naczyń znajduje się w Muzeum Narodowym i przedstawia Penelopę, żonę Odyseusza otwierającą drzwi.
 
Penelopa otwierająca drzwi MN Kraków.


      Zamki i klucze z VIII-VI w. p.n.e.  znaleziono w wykopaliskach etruskich, a także na terenie Austrii, Szwajcarii i Niemiec. Zabytki z VI – V w. p.n.e. z terenów celtycki są, jak podejrzewają archeolodzy, importem z rejonów śródziemnomorskich. W zamkach celtyckich mamy już zróżnicowanie na zamki: ryglowe, sprężynowe i zapadkowe. Zamki celtyckie spotyka się też na terenach Polski.

      Czasy Cesarstwa Rzymskiego charakteryzują się kolejnymi udoskonaleniami zamków. Wynaleziono zamek rotacyjny i zaciskowy.

Zamki były co raz bardziej wymyślne, a klucze ozdobne.  
 
Klucze rzymskie
     W Średniowieczu powstał nawet specjalny cech ślusarzy, zajmujący się tylko zamkami i kluczami. Przedtem robili to kowale.

klucze średniowieczne


W XVIII w. francuscy ślusarze wynaleźli zamek zastawkowy. Klucz posiada łopatkę z nacięciami, z których każde uruchamia inna zastawkę blokującą zamek. W 1778 r. ulepszył tę konstrukcję R. Barron.

klucz z XVIII w.


W XIX w. Amerykanin L. Yale wynalazł zamek bębenkowy, a właściwie konstrukcję zapożyczył od drewnianego zamka bębenkowego ze starożytnego Egiptu.

 
Stare klucze Yale

Praktycznie zamki zastawkowe i bębenkowe są wykorzystywane do dziś, jednak nowoczesna technika systematycznie wypiera je z użycia.


moje zdobycze strychowe

czwartek, 12 października 2017

GDY ZA OKNEM SZARUGA





     
Nowy nabytek z SH drewniany świecznik
      Drugi tydzień przymusowego tkwienia w domu. Jest już dużo lepiej, ale pozostało osłabienie. Za oknem jesień w swoim najbrzydszym wydaniu. Szaro, buro i ponuro. Codziennie pada. Niektóre ptaki już odleciały, inne szykują się do odlotu.
      Przez te deszcze nie udało mi się nawet zgromadzić odpowiedniego materiału roślinnego do jesiennych dekoracji. Sytuację ratują trochę stare zapasy i wrzosy w doniczkach. Wczoraj odnawiałam wyschnięte tykwy z ubiegłych lat, malując je na biało. Zdjęcia niestety nie są najlepszej jakości, robione przy lampie błyskowej. 
Jak prawdziwe
Żółty pojemniczek z SH
Cukinia udaje dynię
Maryjka doczekała się Dzieciatka
Zdjęcie wrzosów zrobione jeszcze we wrześniu
Moja mała kolekcja kluczy
Ostatnie róże
 
zielona hortensja

wtorek, 3 października 2017

HISTORIA PEWNEGO STOŁECZKA




       Deszcz pada, jesień nastraja nostalgicznie. Jakże chętnie wtedy wracam do wspomnień z dzieciństwa.

      Jawi mi się kuchnia mojej babci, z białą westfalką, w której ogień huczy. Babcia siedzi na białym kuchennym krześle, a my wokół niej na swoich stołeczkach. I zgodnie z okolicznością prosimy – Babciu, zaśpiewaj jeszcze raz. Lub – Babciu , opowiedz coś jeszcze.  I babcia śpiewa stare śmieszne piosenki o tym , jak zalecał się pewien świniarz, któremu panna, kazała żenić się ze świnią, bo „napisał ci mi, na bibu, na bibulinie, że mnie tak kocha, jak swoją, jak swoją świnię”. A czasem są to piosenki poważne, patriotyczne, gdzie luba siedzi na małym stołeczku „białe orły wyszywa, wyszywa”.  Siedzimy na stołeczkach zasłuchane, dwie wnuczki, dwie główki dziecinne jedna biała, a druga czarna.

      Mój stołeczek wyglądał zupełnie jak ten. Odkąd pamiętam, zawsze był stary, pomalowany wieloma warstwami olejnej farby.  Chyba co roku był malowany i co roku przybywało mu nowych pęknięć i obtłuczeń.
 
zdjęcie z sieci


      Co stało się z moim stołeczkiem? Czy podczas przeprowadzki zapomnieliśmy o nim? Czy został na starym mieszkaniu mamy?  Grunt, że od pewnego czasu bardzo chciałam znów go mieć. I z sentymentu i tej prostej przyczyny, że mam metr pięćdziesiąt i problem z dosięgnięciem nawet do górnej tacki suszarki. Suszyłam M głowę, żeby mi zrobił, ale jakoś nie miał czasu, ani ochoty.       

      Kiedy wybrałam się z koleżanką na strychowe wykopki, pierwszym moim znaleziskiem był właśnie stołeczek. Zupełnie inny niż mój.



      Ale widać, że to stołek z duszą. Tyle warstw farby na nim i to w różnych kolorach. Kosztował całe 5 zł.  Najpierw myślałam od całkowitej renowacji. Zdjęciu farby, wyszlifowaniu, zawoskowaniu, ale stwierdziłam, że wtedy straci cały swój urok . Swoją niepowtarzalną historię.



      Więc niech zostanie tak jak jest. W moich oczach te spękania i ubytki farby dodają mu uroku.

      A rolę swoją spełnia znakomicie. Teraz mogę dosięgnąć wszędzie. 




      P.S. Dorzucam jeszcze zdjęcie kołyski, jaką udało mi się zdobyć podczas drugich odwiedzin. Napisze o niej więcej po renowacji.


poniedziałek, 18 września 2017

STRYCHOWE SKARBY





       Weekend przyniósł mi wiele wrażeń i wiele zdobyczy. Najpierw na targowisku zdobyłam długo poszukiwany czarny wazon, a jako dodatek dla niego japoński kałamarz i taki śmieszny mały cedzak ceramiczny.



      Potem koleżanka zabrała mnie na prawdziwe starociowe safari. Jej znajomy kupił niedawno stuletni dom na wsi i chciał pozbyć się zalegających w nim gratów. Niestety nie byłyśmy pierwsze na tych łowach i część skarbów, w tym stare zabawki, zostały już sprzątnięte. Jednak wróciłam z wyprawy z prawie pełnym bagażnikiem samochodu.
      Część rzeczy kupiłam po bardzo okazyjnej cenie, drugie tyle dostałam w prezencie.  Nareszcie mam krzesło, o którym marzyłam od lat, takie na jakim siadałam przy stole w domu mojej babci. Zdjęcia pokazują jak wyglądało prosto ze strychu, potem umyte, a na końcu zakonserwowane. Cieszę się, że ratanowa plecionka jest w stanie idealnym. Mam też stary stołeczek, którego zdjęcie nie wyszło, pokażę innym razem.


      Zdobyłam też całą masę PRL’owskich szklanek musztardówek, większość ma sygnatury ZPS (Zakłady Przemysły Szklarskiego), S lub T. Na niektórych zachowały się etykiety. Szklanki pochodzą z lat 50 – 70 tych. 

       Trochę butelek aptecznych z czasów PRL i starszych, niemieckich. Na niektórych były etykiety, które zachowałam.
Dwie zielone są po środku na reumatyzm.


       Dwa ładne wsporniki do półki. Stare klucze, garnek nazywany u nas grapą, dużą butlę na naftę.




      Piórnik przedwojenny, choć prawie identyczny, jak ten, który miałam w I klasie.

      Zostałam też obdarowana świętymi figurami. Trzy Maryjki, w tym jedna w stanie idealnym, sygnowana SK 464


 i dwie figury Chrystusa, niestety obie uszkodzone. Zwłaszcza wielka figura Dobrego Pasterza, pan obiecał, że jeśli podczas sprzątania znajdą się pozostałe kawałki to mi je przekaże.

       W miarę odnawiania i konserwacji skarbów będę je prezentowała na blogu.

czwartek, 14 września 2017

OSTRE CIĘCIE





       Najstarsze nożyczki pochodzą w egipskich wykopalisk, z XV w. p.n.e., są całe złote i służyły najprawdopodobniej do obcinania włosów.

Egipt XV w. p.n.e.


       Również te nożyczki są egipskie datowane na 12 do 8 wieku p.n.e.
Egipt 12-8 w. p.n.e.


      Grecy i rzymianie posługiwali się nożycami kabłąkowymi, kojarzonymi u nas ze strzyżeniem owiec. Znane mam współcześnie nożyczki wymyślono w Rzymie około 100 r. n.e.

Kabłąkowe nożyce hellenistyczne , Turcja , 2 w. n.e.
 
Kabłąkowe nożyce wspólczesne

      Kabłąkowymi nożycami posługiwano się w starożytnych Chinach
Chiny, dynastia Tang , 7-10 w. n.e.


      W Europie używano ich w celach krawieckich i fryzjerskich aż do XVII w.

Galia 5-8 w. n.e.


      Jednak już w średniowieczu używano też nożyczek podobnych do współczesnych.

XIV w. n.e.


       Jakoś tak, nie wiem kiedy, w moim domu nagromadziło się tych nożyczek sporo i praktycznie wszędzie są.


 W kuchni, w pudełku z przyborami krawieckimi, w szufladce maszyny do szycia, przy lustrze, w łazience, a nawet w garażu. Wielkie i ciężkie angielskie do krojenia materiału.



      I malutkie nożyczki hafciarskie.



      Nożyczki do papieru i do paznokci. Stare i zupełnie nowe.

 Nożyczki często są sygnowane przez producenta. Najwięcej mam z polskiej firmy Gerlach i niemieckiego Solingen, które jest do dziś nożowo - nożyczkowym pępkiem świata.




      I tylko, jak ich bardzo potrzebuję, to nigdy nie ma ich akurat pod ręką. ;)