Wystarczyło kilka ciepłych dni, a śnieg prawie zniknął. I choć to dopiero końcówka lutego przedwiośnie pyszni się całą serią oznak.
Po pierwsze - Przebiśniegi. Jakby czaiły się już pod grubą pokrywą zmrożonej bieli, czekając tylko na ciepłe promienie słońca.
Po drugie - Stokrotki. Swoje złote oczka otwierają ku słońcu.
A po trzecie - Leszczyna. Już swoje kotki na wietrze rozwiała. Lada dzień sypnie żółtym, słonecznym pyłkiem.
A po czwarte - Hiacynty. swoje fioletowe noski z ziemi wytknęły i już , już chciałyby rozkwitnąć.
"A po piąte przez dziesiąte" , różne listki, różne trawki, i pączki się zielenią.
A koty się wylegują w słonecznych promieniach.
Albo łażą za mną krok w krok i proszą o malowany słońcem portret.
No to proszę - panna Pusia mruży oczy od słonka, w całej swej kociej krasie.
A po najważniejsze wróciły żurawie. Dziś wesoło witały mnie z wysoka. Zdjęcia nie dało się niestety zrobić.








