Blog o mojej miłości do staroci, porcelany, róż i wierszy.

środa, 18 września 2019

POD SŁOŃCE

             Kochani, tyle się działo w świecie moich lalek, że zupełnie zaniedbałam inne blogi. Stadami przybywały lalki wołające o naprawy, SPA i ubranka, pojawiły się mebelki, również do naprawy, a wreszcie i domek. To wszystko, kto ciekawy, może zobaczyć w Świecie według Maggie.


           Jako dziecko bardzo lubiłam patrzeć na słońce przez kawałki kolorowego szkła. Wielkiego wyboru nie miałam, ot kawałki potłuczonych butelek, brązowych i zielonych. A mama w szufladzie przechowywała swoją pamiątkę z dzieciństwa  kryształowy pryzmat - część od potłuczonego, pałacowego żyrandola.  I jeszcze w niedzielę  łowiłam kolorowe blaski sączące się z kościelnych witraży.
               I tak mi zostało. Tylko dziś podziwiam słońce przez kolorowe szkło wazoników, buteleczek i pucharków.


            Najbardziej lubię szkło kobaltowe, potem wszelkie odcienie niebieskiego i zielonego.

          
 
                    Dziś chcę się pochwalić  nowymi nabytkami.


                      Kobaltowy, niemiecki, wazonik Carolla.


          Szafirowy 15 cm wazonik jeszcze nie zidentyfikowany.


 
                           I taki niebieski malutki dzbanuszek.

          Wszystkim Wam życzę szybkiej zmiany pogody. Na słoneczną oczywiście, zwłaszcza, że weekend za pasem. :)

wtorek, 27 sierpnia 2019

PRASKIE DZIECIĄTKO.

            Z ostatniej giełdy w Pruszczu wróciłam z przepięknym Praskim Dzieciątkiem.


         Porcelanowa figurka wysokości niewiele ponad 30 cm nie jest sygnowana.
 
1. Amerykańska figurka gipsowa z sanktuarium w Columbii z 1966 r.


         To już trzecia moja figurka Praskiego Dzieciątka
 
2. Plastikowe (celuloidowe) maleństwo 8 cm.

         Pierwsza to pamiątka po babci, która dostała ją w prezencie od córki z USA. Figurka miała piękną sukienkę, ale się zniszczyła. Drugą znalazłam w SH.
             W Pradze od prawie 400 lat czczona jest piękna, woskowa figurka przedstawiająca Jezusa jako dziecko. Początki figurki wywodzą się z Hiszpanii. Była w posiadaniu możnego rodu Manrique de Lara. Kiedy w 1556 roku hrabianka Maria Manrique de Lara wyszła za mąż za czeskiego szlachcica Vratislava z Pernsztejna, otrzymała w posagu Dzieciątko i przywiozła je do Pragi. W 1628 roku owdowiała córka Marii Polyxena z Lobkowic podarowała figurkę do kościoła karmelitów bosych.W czasie wojny trzydziestoletniej kościół został zrabowany i zniszczony. O. Cyryl z zakonu karmelitów w Pradze,  odnalazł zniszczoną figurkę i  otrzymał objawienie modlitwy do Cudownego Dzieciątka, z którą związane były szczególne łaski. Karmelici rozpowszechniają kult Praskiego Dzieciątka po całym świecie,  a drugim co do wielkości sanktuarium jest włoskie Arenzano koło Genui, założone przez św. Jana od Krzyża. 

       Kiedy zobaczyłam figurkę, bardzo mi się spodobała. Sprzedający miał wiele pięknych porcelanowych figurek, nie tylko sakralnych. Bez przekonania zapytałam o cenę. Kiedy mi ją podał, spytałam czy ze mnie żartuje. Odpowiedział, że absolutnie nie, wyprzedaje część towaru i chętnie mi ją w tej cenie odstąpi. A w dodatku pięknie mi ją zapakował. Czasem ma się szczęście. :)

środa, 21 sierpnia 2019

SZKLANY ŚWIAT

               Pochwalę się ostatnimi szklanymi nabytkami.


Duży 42 cm, wazon z Huty Sudety, projektu Stefana Sadowskiego.


            Mały 19 cm, wazonik, jeszcze nic o nim nie wiem. Przypomina kwiat kalii


                   Po lewej owocarka Migdały z Ząbkowic.



                                 Paterka chyba niemiecka 


                    Mały świecznik zielony,  nie wiem skąd.

           Marzy mi się więcej szkła w kolorze niebieskim, zwłaszcza kobaltowego, i zielonym.  

wtorek, 13 sierpnia 2019

KOCIE SPRAWKI

           Odkąd odszedł Prezes postanowiliśmy nie mieć już zwierząt. Zbytnio przeżywamy takie rozstania. Jednak koty postanowiły inaczej. I miesiąc temu Inka, tak po prostu przyprowadziła na nasz taras swoje kocięta.





           Wprowadziły się i nic sobie nie robią z tego, czy chcemy mieć koty czy nie. Formalnie Inka należy do naszych sąsiadów, więc jej kocięta też. Ona jednak twierdzi, że od przybytku głowa nie boli i lepiej jest mieć dwóch panów niż jednego. Obaj dadzą żarełko. 




              I znowu staliśmy się własnością kociej rodziny . Maluchy rosną i broją na całego. Przebiły mi basenik, obdrapały donice, obszarpały kwiatki, ale jakby co to one są niewiniątka.
 Nazwałam je Sól i Pieprz, choć jeszcze nie udało mi się określić płci.



          Sól  (albo Solinka) jest większa i puchata. Czasem łaskawie daje się głasknąć.  Pieprz jest bardzo nieufny i bardzo szybki. Mimo to dają mi wiele radości. Zwłaszcza kiedy staczają na tarasie "bratobójcze" ("siostrobójcze?) walki.  Czasem obrazki są rozczulające.




                I jak tu nie lubić tych małych potworów? ♥

poniedziałek, 29 lipca 2019

LATO W KOLORZE CHABRÓW

Bardzo lubię szkło kobaltowe. Naczynia w tym kolorze kojarzą mi się z latem, morzem i plażą. Ale jakoś nie mam szczęścia i mam zaledwie kila drobiazgów z kobaltowego szkła. Wczoraj wzbogaciłam się o wazonik w kształcie dżdżownicy, wysokości 30 cm. Zainspirował mnie do zmiany dekoracji na werandzie.


Towarzyszą mu kobaltowa jaskółka i słoiczek po kultowym kremie Pani Walewska. O samym wazoniku nic nie mogę znaleźć, a miałam nadzieję, że to z którejś naszej huty. W wazoniku szaroniebieskie mikołajki.


W tym roku rozsiały mi się i anektują najbardziej nieurodzajne, za to nasłonecznione miejsca.
Dekoracja tego lata jest skromna. Wyrazisty chaber (kwiatki niestety już przekwitły) z bielą.



Jeśli chodzi o kolorowe szkło, to zbieram tylko to barwione w masie, bo malowane, prędzej czy później, obłazi i wygląda ohydnie.



                      To słoiczki po kremie/maści firmy A.K.O.







           Jak widać nie ma tego wiele. Szkło niestety często się tłucze i kilka fajnych przedmiotów już stłukłam. Ucieszył mnie więc wczoraj zdobyty na Giełdzie wazonik.
           Niestety całego giełdowego łupu było niewiele. Zdobyłam jeszcze dwa interesujące aniołki z woskowymi główkami, ale o nich będzie na blogu lalkowym. Pozdrawiam serdecznie.



P.S. Podobno wazonik pochodzi z HSG Trzebiel.

 

sobota, 13 lipca 2019

OWADY W MOIM OGRODZIE




            Najliczniejszą grupą zwierząt występujących w przyrodzie są owady. Opisano już milion gatunków, ale naukowcy sądzą, że może być ich nawet 30 milionów. Od maleństw - 0,25 mm do 35 cm. Do owadów zaliczamy motyle, chrząszcze, błonkówki, muchówki, mrówki - wszystko co ma 3 pary nóg. Bywają pożyteczne (pszczoła miodna) jak i szkodliwe (pchła). Czasem trudno jednoznacznie orzec, bo potrafią być pożyteczne, a zarazem dla człowieka uciążliwe np. mrówki.  I taki problem mam w tym roku. Inwazja mrówek w ogrodzie i w domu. Walka jest bezskuteczna. mrówki mnożą się i mnożą, a ja chodzę pogryziona. jedno gniazdo zlikwiduję, a na drugi dzień są dwa następne. :(


          Ale w ogrodzie nie brakuje też owadów bardzo przeze mnie lubianych. Dla pszczół specjalnie sieję i sadzę rośliny miododajne.


         Lubię też trzmiele, bo zapylają wiele roślin użytkowych.


            Na owady chętnie polują pająki, ale rozmiar trzmiela studzi pajęcze zapały.


           Najmilszą grupą owadów są oczywiście motyle. Mnóstwo ich odwiedza mój ogród, a zwłaszcza krzew budlei.


               
          Nie gardzą też innymi kwiatami, a nawet owocami.




A pewien nocny motyl nie pogardził nawet moim komputerem  ;)


       Całe szczęście w tym roku, jak na razie, nie mamy kłopotów z komarami, osami i szerszeniami, muchy też nie są zbyt dokuczliwe. To z pewnością zasługa wielu ptaków gnieżdżących się w naszym ogrodzie.


środa, 3 lipca 2019

LATO, LATO ...

             Kochani, już lipiec. Lato na szczęście trochę odpuściło z temperaturami i jest przyjemne 22 stopnie. Muszę przyznać, że upały mnie wykończyły.  Nie najlepiej się czuję, gdy temperatura przekracza 28 stopni. Dobrze, że córcia przyjechała i trochę zajęła się plewieniem ogrodu. A ogród pięknie kwitnie. Ja budziłam się wcześnie i podlewałam, a potem drugi raz po zachodzie słońca, zwłaszcza petunie i surfinie, które królują na moim tarasie.


         Odmiana Star night w pełnym słońcu robi się różowa, żeby wieczorem przybrać ciemnoniebieską barwę i naprawdę wyglądać jak gwieździste niebo.


          Kwitną obficie dzięki koreczkom nawozowym, które są super. Lilia złotogłów za to kwitnie nawet bez nawozów.


Róż też jest masa. Tu porastają zbiorniki na deszczówkę.


                       Nawet hortensje zaczynają kwitnąć.

      
            Stwierdziłam, że w moim ogrodzie najwięcej jest kwiatów w kolorze fioletowym. Tu malwa marokańska.


        Pięknie udały się też ostróżki, choć w pewnym miejscu mszyce mi zniszczyły.


      Jeszcze pochwalę się mikołajkami, które same się rozsiały na kupce kamieni. Czy też tak macie, że kwiaty same sobie wybierają miejsce?

            
            A ja zamiast się przechadzać po ogrodzie z powodu upału musiałam siedzieć w domu, bo nie miałam czym oddychać. W dodatku nerki też dały mi popalić.
Za to ogarnęłam trochę lalek, które napływały wezbraną falą, od cudownych dziewczyn. Od Uli sześć i pięć od Dorotki. Dziękuję raz jeszcze. Dorotka, ponieważ sama nie zbiera lalek, postanowiła znalezione w stodole laluszki wysłać do mnie. Szkoda, że więcej jest osób, które w takiej sytuacji lalki wrzucają do śmietnika. Ostatnio założyłam zakład szewski i produkuję lalkowe sandałki.

 
          Życzę Wam pięknego lata, udanych wakacji i urlopów. No i bezpiecznych przede wszystkim.