Po ostatnich przymrozkach ogród posmutniał. Mróz zwarzył
ostatnie kwiaty. Ledwie zdążyłam uratować bulwę, ciągle kwitnących cyklamenów.
Jest jednak takie miejsce, które wciąż cieszy oczy kolorem.
To olbrzymi krzew dzikiej róży. Tysiące koralowych owoców zdobi ogołocone z
liści pędy.
Nie mogłam się powstrzymać i kilka zabrałam do domu. Włożyłam
do wazonu i udekorowałam ptaszkami. Powstało późnojesienne ptasie drzewo.
Ostatnio do posiadanych ptaszków dofrunęły trzy nowe. To
spełnienie moich marzeń z dzieciństwa. Szklane, bombkowe, ptaszki na choinkę.
Kiedy byłam dzieckiem pojawiały się w sklepach przed Bożym Narodzeniem, ale
były bardzo drogie. Te trzy upolowałam w
ulubionej graciarni, wraz z kilkunastoma innymi starymi bombkami.
Złoty ptaszek nie miał swojej żabki, wzięłam więc złotą
żabkę od świeczki choinkowej i przykleiłam go na niej klejem na gorąco.
Srebrny i złoty ptaszek przysiadły na różanym drzewku
A różowy wolał wrzosy i jesienne liście.
Kiedy przyjdzie pora, wszystkie ptaszki obsiądą moją choinkę
i będą radowały nasze oczy i serca. A może uda mi się jeszcze upolować jakieś następne
ptaszki, marzę o łabędziach i kilku nowych (starych) sowach.








