Blog o mojej miłości do staroci, porcelany, róż i wierszy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzęty kuchenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzęty kuchenne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

A W GRACIARNI POSUCHA




      Dawno już nie wrzucałam zdjęć moich gratkowych zdobyczy, bo ogólnie u mnie panuje posucha. Trudno zdobyć jakieś fajne naczynia, czy gadżety, zarówno w SH, jak i na giełdzie.
      Z ostatniej Giełdy w Pruszczu wróciłam wreszcie z długo poszukiwanym emaliowanym lejkiem. Spotykałam lejki już wcześniej, ale sprzedawcy żądali za sprzęt w odrapanym stanie sum iście bajońskich. Ten kosztował mnie tylko piątaka.


      Z ostatniego wypadu na elbląskie targowisko wróciłam jedynie z malutkimi nożyczkami firmy Solingen, Za to nożyczki ładne, w kształcie ptaka.


      W miejscowym  SH wyszperałam ładny fajansowy półmisek z wytłaczanymi listkami


      oraz pojemnik emaliowany na makaron.


      Trzeba przyznać, że jak na zdobycze ostatnich trzech miesięcy, marność nad marnościami.
      Dzisiaj w sklepie za 5 zł udało mi się kupić takie ozdobne słoiki z korkowymi zamknięciami za jedyne 2,99 za sztukę.  


      Jeszcze nie wiem, do czego je wykorzystam. Może coś podpowiecie, bo na spożywcze chyba się nie nadają są malowane.
      Pozdrawiam wszystkich odwiedzających serdecznie i życzę miłego tygodnia. :)

wtorek, 31 stycznia 2017

GIMBY NIE ZNAJO





         Przeglądając w Internecie  zdjęcia starych artykułów gospodarstwa domowego na stronce jeja.pl znalazłam takie zdjęcie.


         Przypomniałam sobie niedawną rozmowę w rodzinnym gronie. Mowa była właśnie o prodiżu i innych dobrach gospodarczych z czasów PRL . Mój M zapytał wnuczkę gimnazjalistkę, czy wie, co to jest prodiż?  Oczywiście nie miała pojęcia. Prodiża nie mamy w domu od wielu lat. A były dwa. Jeden starszy model z drewnianymi rączkami. O taki


         Drugi z lat 80tych z uchwytami z plastiku.


         Kiedy przepaliła się spirala i nowej nie można już było kupić, wierzch urządzenia wyładował za złomie, a dół posłużył psu za miskę. Dziś trochę żałuję.
         W domu jednak mamy babcię prodiża. Przedwojenną Dralumę. 


       



           To pamiątka po babci mojego M. Moja teściowa dosyć długo używała tego urządzenia. Draluma jak widać nie ma zasilania elektrycznego, bo stawiało się ją na gazowej kuchence. Mojej brakuje niestety wyposażenia. To znaczy garnka, tortownicy i kominka.


         Pomyślałam ilu to już sprzętów gospodarstwa domowego nie używam, a że żal było wyrzucić leżą sobie w starym kredensie.
         Oto dwie ręczne maszynki do mięsa. Nieużywane, bo mam elektryczną.


         Albo młynki do kawy. Te ręczne służą już jako ozdoby, bo kawę pijemy rozpuszczalną. 

         Był też elektryczny od robota Kasia. Nie mam pojęcia gdzie jest, więc wrzucam zdjęcie z netu. Mój jest niebieski.


         Młynki do pieprzu jeszcze są w użyciu, lubię te bez korbki, są wygodniejsze.

         To jest ręczny mikser, też tylko relikt przeszłości .


         Czy dzisiejsze dzieci wiedzą, co to jest? W dobie mleka z kartonu bańka na mleko straciła sens istnienia.


         Podobnie jak czajnik do gotowania kawy zbożowej.


         Oj można chyba o sprzętach kuchennych tak w nieskończoność. Może jeszcze kiedyś przypomnę nieużywane kuchenne utensylia, a mam ich sporo.
         Na koniec zagadka. Co to jest?