Siedzę sobie na tarasie i chłonę wszystkie kolory i zapachy.
Taka mała przerwa, miedzy jedną ogrodową pracą, a drugą. Bo tej roboty na
wiosnę tyle, że gdzie się obrócisz tam już coś czeka, aby ogarnąć. Chwasty
nieproszone, nie pielęgnowane, a najdorodniejsze.
Ani się spostrzegłam jak zakwitły jabłonie i wabią
rozkosznym zapachem pszczoły i mnie. Od dzieciństwa kocham zapach jabłoni, taki
subtelny i delikatny. Najpiękniejsze perfumy świata.
Tuż nad moją głową rozkwitł biały bez. Pachnie tak słodko,
tak intensywnie. Sadziła go moja mama. Jaka szkoda, że nie może się nim
cieszyć. W maju przypada już 18 rocznica jej odejścia.
Mamo
Wszystko mi tutaj
Ciebie przypomina
Szczególnie fiołki
Gdy zakwitną wiosną
I bez co balkon
Przerósł już o głowę
Sama sadziłaś
Tak lubiłaś kwiaty
Tylko konwalie
Jakoś się nie darzą
Jakby wiedziały
Że Ciebie już nie ma
A w tym roku są i konwalie, mała kępa pod drugim, późniejszym
bzem, tym razem ciemnofioletowym.
Obficie kwitną białe tawuły, moje Królowe Śniegu.
I wiele innych krzewów.
Od pewnego czasu zwariowaliśmy na punkcie hortensji i ciągle
dosadzamy nowe, tym bardziej, że trzy krzaki nie przeżyły ostatniej zimy.
Kilkuletni skalniak koło schodów pyszni się kolorami. Lubię
siadać w czerwcowe wieczory na tych schodach i słuchać żabich koncertów znad
pobliskiego jeziora.
Tyle jeszcze zakątków mojego ogrodu chciałabym Wam pokazać,
ale post nie pomieści wszystkiego.