Blog o mojej miłości do staroci, porcelany, róż i wierszy.

niedziela, 13 sierpnia 2017

SZALEŃSTWO PRZYRODY



       Pewnie oglądaliście w telewizji zdjęcia skutków nawałnicy, jaka nawiedziła Pomorze w nocy z piątku na sobotę. Współczuję wszystkim poszkodowanym, zwłaszcza rodzinom ofiar. Nas ta nawałnica zahaczyła zaledwie , ale i tak było strasznie.


       Burza rozpoczęła się zupełnie niespodziewanie w późnych godzinach wieczornych gwałtowną wichurą. Oderwałam się od komputera, żeby zamykać okna, bo przedtem było gorąco i duszno, i wszystkie okna mieliśmy pootwierane. Teraz wiatr był tak gwałtowny, że mieliśmy problemy z ich zamykaniem. Chwilę potem lunął deszcz, błyskawice rozjaśniały niebo, a grzmoty były ogłuszające. Nagle błysnęło, huknęło i w całym domu zrobiło się ciemno, zostaliśmy bez prądu. A burza szalała wokół naszego domu, do deszczu dołączył grad. Zeszłam na dół, żeby poszukać świec. O jak dobrze mieć komórkę pod ręką, można nią od biedy poświecić. Nauczona niedawnym doświadczeniem z przeciekaniem postanowiłam zdjąć Maryjkę ze stolika i podstawić miskę. Ledwie to zrobiłam zaczęło ciec z sufitu. Okazało się, że na piętrze pod drzwiami balkonowymi jest już wielka kałuża. Rzuciłyśmy się tamować wodę ręcznikami, a tu z sufitu kap, kap, następny przeciek, trzeba podstawiać kolejne miski. Po ponad półgodzinie opanowałyśmy sytuację i siedziałyśmy przy świecach. Cała wieś była pogrążona w ciemnościach z braku prądu, ale błyskawice co rusz rozjaśniały tę ciemność. Między odgłosami walących piorunów wychwytywałyśmy wycie syren straży pożarnej. Po północy burza przycichła. Położyłyśmy się spać. W tym czasie mój M, spał snem sprawiedliwego i nawet się nie obudził!
        Rano poszłam oglądać jakie zniszczenia poczyniła nawałnica w najbliższym otoczeniu. Nie mogłam oczom uwierzyć. Wichura porwała trampolinę, przerzuciła ją nad linkami do bielizny i skocznia wylądowała w dawnej piaskownicy, a obecnie w mojej bylinowej rabacie, oddalonej o kilka metrów.


Przed burzą
Po burzy
 Po całym ogrodzie porozrzucane były plastikowe wiadra, konewki, kocie miski i ogrodowe buty. Niestety wiele roślin, w tym niektóre hortensje też, zostały połamane. Całe szczęście żadne drzewo nie zostało złamane, czy wyrwane z korzeniami. Co przydarzyło się w okolicy. W sąsiedniej wsi zerwało połowę dachu z budynku mieszkalnego. Wiele drzew przy drogach i w lasach zostało złamane i powyrywane.

Pobliska wieś Szpegawsk  fot. D. Kulaszewski

         Aż do dzisiaj, do około 17 pozostawaliśmy bez prądu, a co za tym idzie bez bieżącej wody. Przynajmniej mogliśmy coś ugotować, bo kuchenka jest na gaz. Gorzej z lodówkami, mimo że syn po południu w sobotę przywiózł nam agregat, który niestety podziałał tylko kilka godzin i strzelił bezpiecznik. 
 
        Takie oto urozmaicenie krótkiego urlopu miały moja córka i siostrzenica.

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Grażynko. Myślę, że mieliśmy wiele szczęścia inni mieli go znacznie mniej.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mieliśmy dużo szczęścia, nam ta nawałnica przyniosła w efekcie dosyć małe szkody.

      Usuń
  3. Niestety,przyrody okiełznać się nie da...A nawałnice są coraz częściej nagłe i ogromne.
    Dobrze,że Wam się nic nie stało.Współczucia dla wszystkich poszkodowanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo współczuję tym, którym żywioł zabrał bliskich. Myślę, że nawet zerwany dach to jeszcze nie koniec świata, a zniszczony ogród i przeciekający dach to pryszcz.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Straszna jest siła przyrody, i straszne, że praktycznie wobec niej jesteśmy bezradni.

      Usuń
  5. ........nie wiadomo co powiedzieć .........
    najważniejsze, że Wam nic się nie stało ..........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw zdawało mi się , że zniszczenia w ogrodzie i przeciekające okna i dach to katastrofa. Dziś dziękujemy Bogu, że tylko tyle.

      Usuń
  6. Pogoda nas w tym roku nie rozpieszcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie! Mam nadzieję, że to ostatni jej wybryk.

      Usuń
  7. Żywioł przyrody potrafi być straszny i mieć nieprzewidywalne konsekwencje. Żal ludzi, żal poniszczonych drzew i krzewów. Pytanie, czy umiemy temu zaradzić chyba jeszcze na długo pozostanie bez odpowiedzi. Pozdrawiam i w wolnych chwilach zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety okazuje się, że podbijamy kosmos, a ziemi nie potrafimy ujarzmić. Jeszcze gorsze jest to, że mamy systemy ostrzegania, a nie umiemy ich wykorzystać, albo nie robimy tego przez urzędniczą głupotę. Jak pomyślę, że można było ostrzec harcerzy i tego nie zrobiono, to czuję straszną złość.

      Usuń
  8. Okropnie ta pogoda szaleje.U nas na szczęście raczej spokój a jak przejdzie burza to bez większych szkód.Bardzo współczuję wszystkim poszkodowanym>Pozdrawiam serdecznie i spokoju życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie. Dziś znów zapowiadali front burzowy, aż ciarki mnie przeszły. Dom mamy ubezpieczony, ale lepiej z ubezpieczenia nie być zmuszonym skorzystać. :)

      Usuń