Blog o mojej miłości do staroci, porcelany, róż i wierszy.

wtorek, 15 października 2019

WSPOMNIENIA Z WENECJI

                  Dziś odgrzewam bardzo stare wspomnienia z Wenecji. Z 2000 roku.


             A to za sprawą moich nowych nabytków. Kiedy Byłam w Wenecji szkło Murano mogłam sobie przez szybkę pooglądać.  Bez żadnej nadziei na zakup. Kupiłam tylko córce parę kolczyków ze szkiełkami weneckimi. Niestety szybko jeden się zgubił. 
Dziś jestem posiadaczką dwóch pięknych "Chusteczek"  Piero Veniniego . Fazzoletto, Murano.


                   Biało - turkusowa z 1950, sygnowana


 
         I biała z 1969, niestety, ta była z nalepką, która nie dotrwała do naszych czasów.

         Cieszą mnie ogromnie, patrząc na nie będę wspominała mój jeden dzień w Wenecji. 

niedziela, 6 października 2019

KOLORY PAŹDZIERNIKA

      Wybaczcie mi, że dziś będą same zdjęcia. Chciałam sfotografować smutek październikowych kolorów, bo jestem w bardzo smutnym nastroju. Ale jak widzicie jesień miała swoje plany. Późnopopołudniowy spacer drogą nad naszym jeziorem. 

niedziela, 22 września 2019

POWITANIE JESIENI 2019

          Rozpoczęcie jesieni postanowiliśmy uczcić grzybobraniem. W te grzyby zbytnio nie wierzyłam, bo w lasach dosyć sucho, ale przy takiej pogodzie sam spacer po lesie to jest coś. :)







      Odwiedziliśmy oczywiście nasze ukochane Klaniny i cieszyliśmy się z zastanych zmian. Młodniak na wyrębie podrósł dosyć znacznie.



               A miejsce po ostatniej wycince już zalesiono.





        Mimo suszy grzybki też były, choć w niewielkich ilościach.

 
            I jak zwykle fotografowałam muchomory, szkoda, że większość ludzi nie docenia ich piękna i je niszczą bezmyślnie.






    "Lecz nie są bez użytku, one zwierza pasą. I gniazdem są owadów i gajów okrasą...A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy, Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie; Tak szpecąc trawę, czyni bardzo nieroztropnie." A. M.

               A tu cały nasz zbiór już w domu 

 
             Jak powiedział mój M "Wigilia została ocalona. " 




środa, 18 września 2019

POD SŁOŃCE

             Kochani, tyle się działo w świecie moich lalek, że zupełnie zaniedbałam inne blogi. Stadami przybywały lalki wołające o naprawy, SPA i ubranka, pojawiły się mebelki, również do naprawy, a wreszcie i domek. To wszystko, kto ciekawy, może zobaczyć w Świecie według Maggie.


           Jako dziecko bardzo lubiłam patrzeć na słońce przez kawałki kolorowego szkła. Wielkiego wyboru nie miałam, ot kawałki potłuczonych butelek, brązowych i zielonych. A mama w szufladzie przechowywała swoją pamiątkę z dzieciństwa  kryształowy pryzmat - część od potłuczonego, pałacowego żyrandola.  I jeszcze w niedzielę  łowiłam kolorowe blaski sączące się z kościelnych witraży.
               I tak mi zostało. Tylko dziś podziwiam słońce przez kolorowe szkło wazoników, buteleczek i pucharków.


            Najbardziej lubię szkło kobaltowe, potem wszelkie odcienie niebieskiego i zielonego.

          
 
                    Dziś chcę się pochwalić  nowymi nabytkami.


                      Kobaltowy, niemiecki, wazonik Carolla.


          Szafirowy 15 cm wazonik jeszcze nie zidentyfikowany.


 
                           I taki niebieski malutki dzbanuszek.

          Wszystkim Wam życzę szybkiej zmiany pogody. Na słoneczną oczywiście, zwłaszcza, że weekend za pasem. :)

wtorek, 27 sierpnia 2019

PRASKIE DZIECIĄTKO.

            Z ostatniej giełdy w Pruszczu wróciłam z przepięknym Praskim Dzieciątkiem.


         Porcelanowa figurka wysokości niewiele ponad 30 cm nie jest sygnowana.
 
1. Amerykańska figurka gipsowa z sanktuarium w Columbii z 1966 r.


         To już trzecia moja figurka Praskiego Dzieciątka
 
2. Plastikowe (celuloidowe) maleństwo 8 cm.

         Pierwsza to pamiątka po babci, która dostała ją w prezencie od córki z USA. Figurka miała piękną sukienkę, ale się zniszczyła. Drugą znalazłam w SH.
             W Pradze od prawie 400 lat czczona jest piękna, woskowa figurka przedstawiająca Jezusa jako dziecko. Początki figurki wywodzą się z Hiszpanii. Była w posiadaniu możnego rodu Manrique de Lara. Kiedy w 1556 roku hrabianka Maria Manrique de Lara wyszła za mąż za czeskiego szlachcica Vratislava z Pernsztejna, otrzymała w posagu Dzieciątko i przywiozła je do Pragi. W 1628 roku owdowiała córka Marii Polyxena z Lobkowic podarowała figurkę do kościoła karmelitów bosych.W czasie wojny trzydziestoletniej kościół został zrabowany i zniszczony. O. Cyryl z zakonu karmelitów w Pradze,  odnalazł zniszczoną figurkę i  otrzymał objawienie modlitwy do Cudownego Dzieciątka, z którą związane były szczególne łaski. Karmelici rozpowszechniają kult Praskiego Dzieciątka po całym świecie,  a drugim co do wielkości sanktuarium jest włoskie Arenzano koło Genui, założone przez św. Jana od Krzyża. 

       Kiedy zobaczyłam figurkę, bardzo mi się spodobała. Sprzedający miał wiele pięknych porcelanowych figurek, nie tylko sakralnych. Bez przekonania zapytałam o cenę. Kiedy mi ją podał, spytałam czy ze mnie żartuje. Odpowiedział, że absolutnie nie, wyprzedaje część towaru i chętnie mi ją w tej cenie odstąpi. A w dodatku pięknie mi ją zapakował. Czasem ma się szczęście. :)

środa, 21 sierpnia 2019

SZKLANY ŚWIAT

               Pochwalę się ostatnimi szklanymi nabytkami.


Duży 42 cm, wazon z Huty Sudety, projektu Stefana Sadowskiego.


            Mały 19 cm, wazonik, jeszcze nic o nim nie wiem. Przypomina kwiat kalii


                   Po lewej owocarka Migdały z Ząbkowic.



                                 Paterka chyba niemiecka 


                    Mały świecznik zielony,  nie wiem skąd.

           Marzy mi się więcej szkła w kolorze niebieskim, zwłaszcza kobaltowego, i zielonym.  

wtorek, 13 sierpnia 2019

KOCIE SPRAWKI

           Odkąd odszedł Prezes postanowiliśmy nie mieć już zwierząt. Zbytnio przeżywamy takie rozstania. Jednak koty postanowiły inaczej. I miesiąc temu Inka, tak po prostu przyprowadziła na nasz taras swoje kocięta.





           Wprowadziły się i nic sobie nie robią z tego, czy chcemy mieć koty czy nie. Formalnie Inka należy do naszych sąsiadów, więc jej kocięta też. Ona jednak twierdzi, że od przybytku głowa nie boli i lepiej jest mieć dwóch panów niż jednego. Obaj dadzą żarełko. 




              I znowu staliśmy się własnością kociej rodziny . Maluchy rosną i broją na całego. Przebiły mi basenik, obdrapały donice, obszarpały kwiatki, ale jakby co to one są niewiniątka.
 Nazwałam je Sól i Pieprz, choć jeszcze nie udało mi się określić płci.



          Sól  (albo Solinka) jest większa i puchata. Czasem łaskawie daje się głasknąć.  Pieprz jest bardzo nieufny i bardzo szybki. Mimo to dają mi wiele radości. Zwłaszcza kiedy staczają na tarasie "bratobójcze" ("siostrobójcze?) walki.  Czasem obrazki są rozczulające.




                I jak tu nie lubić tych małych potworów? ♥